Mój Golf pali, jeździ… i nadal klekocze

Długo się zabierałem za odpalenie mojego czerwonego Golfa. W planach miałem sprawdzenie świec i iskry, ustawienia rozrządu i ewentualnie zabranie się za parownik gazu.

Jednak to wszystko okazało się zbędne. Pierwszy krok, który postanowiłem zrobić, to jedno- albo dwukrotna próba odpalenia auta. Dziś temperatura jest już wyższa niż trzy tygodnie temu, więc była szansa, że jeżeli nie zepsułem go ostatnimi wyczynami, to odpali. I odpalił. Rozrusznik dobrze kręcił, samochód miał na początku problem, ale gdy dodałem mu gazu – uruchomił się.

Postawiona diagnoza, to zalany parownik/reduktor gazu lub także świece podczas moich ostatnich wyczynów. Jest to wielce prawdopodobne po ośmiu próbach odpalenia, w dodatku z wciśniętym pedałem gazu. Najwyraźniej wyższe temperatury i trzy tygodnie postoju, to wystarczający czas na odparowanie lpg.

Ein roter Golf przejechał dziś ok 15 km. Przy ponownym starcie na stacji benzynowej odpalił bez zająknięcia. Teraz czas na zlokalizowanie dokładnej przyczyny niewdzięcznego hałasu z układu wydechowego na wolnych obrotach.

A dalej czeka mnie zabawa w elektromechanika i szukanie uciekającego prądu.

I jeszcze jedno. W bagażniku mojego czerwonego Golfa znalazłem coś takiego (uszczelka). No właśnie. Co sobie mogę nią uszczelnić?


One thought on “Mój Golf pali, jeździ… i nadal klekocze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.