Jazda testowa: Hyundai i20 – sprytny i poukładany

Nowy przedstawiciel klasy B ze stajni Hyundaia jest bardzo poukładany, zarówno z zewnątrz jak i we wnętrzu. Tym razem koreański producent postanowił zrobić spokojne auto, które nie szokuje i nie wzbudza skrajnych emocji. Niewiele będzie tu zachwytów uwielbienia wyszukanymi formami, ale też uczucia odrazy wymysłami projektanta – auto jest po prostu zgrabne i funkcjonalne.

Wygląda na to, że ze wstępu zrobiło się podsumowanie. Przejdźmy jednak po kolei od stylistyki po jazdę tym samochodem i zobaczmy dlaczego wydałem taki werdykt już na wstępie artykułu. Nowy Hyundai i20 zrobił na mnie wrażenie samochodu, w którym wszystko pasuje do siebie i uzupełnia się nawzajem. Tak jest m.in. w przypadku elementów nadwozia.

hyundai_i20_4

Szeroko pociągnięte do wewnątrz światła, ostro zakończona maska i wąski pas okalający firmowy znak poszerzają Hyundaia optycznie. Podobne wrażenie dają z tyłu długie lampy i ostre linie zderzaka.

hyundai_i20_6

Przyciągającym uwagę elementem są z pewnością reflektory, które posiadają długą, mleczną linię ciągnącą się od błotników, aż po kierunkowskazy zlokalizowane w wewnętrznej części przedniego pasa. Udają one nieco LED-owy światłowód świateł dziennych. Jednak to nie to. Światła dzienne w testowanym Hyundaiu i20 Classic Plus umieszczone były w zderzaku, a w bogatszych wersjach są zlokalizowane w dolnej części reflektorów.

hyundai_i20_10

Muszę przyznać, że porywa mnie boczna linia nadwozia. Nie mamy tu miliona przetłoczeń, jest jedna, dominująca linia ciągnąca się od rzeczonego mlecznego pasa reflektorów po tylne lampy. Jednocześnie wyznacza ona lekkie nachylenie całej sylwetki i mógłbym powiedzieć, że robi wrażenie agresywności. Zabieg z lakierowanym na czarny połysk słupkiem C też dodaje wyrazistości tej części nadwozia.

hyundai_i20_3

Z przodu chyba najbardziej kontrowersyjnym elementem jest duży wlot powietrza w zderzaku. W zasadzie Hyundai nie stosuje tu nawet już żadnych mocno zaburzających go pasów podtrzymujących tablicę rejestracyjną. Owszem, jest tam zaślepiona przestrzeń, co sugeruje, że silnik i chłodnica nie mają aż tak ogromnego zapotrzebowania na świeże powietrze, jednak osadzone na niej przetłoczenia sprawiają, że tablica rejestracyjna dosłownie lewituje na środku czarnego odwróconego trapezu.

Z odwróconym trapezem spotykamy się także na desce rozdzielczej. W testowanym samochodzie miała ona kolor Cappucino. Wnętrze jest spokojne – nie krzyczy, prowadzi pasażerów linią okalającą panel radia ku boczkom drzwi, na której ma ona swoją kontynuację zamykając przestrzenie klamki.

hyundai_i20_13

Kratki nawiewów również wydają się być wtopione w brązowe otoczenie deski rozdzielczej i mają jedynie bardzo delikatną, trzymilimetrową, satynową ramkę.

hyundai_i20_18

Hyundai w tym miejskim modelu nie podąża też zbyt agresywnie za modą na wielkie wyświetlacze LCD. Jest on dodawany jedynie do nawigacji dostępnej opcjonalnie w najbogatszej wersji i20. Producent poszedł nawet nieco pod prąd umieszczając niezależnie od wersji wyświetlacza, ogromne przyciski sterujące funkcjami radia. Bardzo ergonomiczne rozwiązanie i w zasadzie także estetyczne.

hyundai_i20_15

Twórcy samochodów przykładają się w ostatnich latach do zapewnienia miejsca na różnorakie przedmioty. Obecnie auta klasy B (a może i A) mają bardziej funkcjonalne wnętrza niż kompakty z przed pięciu lat. Hyundai dołącza do nich. Bardzo przemyślany jest tunel środkowy, w którym np. półlitrowa butelka jest umieszczona na tyle nisko, że nie przeszkodzi nam przy zmianie biegów. Schowki w przednich i tylnych drzwiach również mają miejsce na butelki. Dodatkowo są w nich wąskie zakończenia, w których umieścimy telefon bez obawy o jego przesuwanie podczas przyspieszania i hamowania. Co ciekawe, Hyundai pomyślał o użytkownikach wielkich, ponad pięciocalowych smartfonów, które również zmieszczą się w to miejsce. Podejrzewam, że można tam wygodnie schować także tablety oscylujące wokół sześciu cali.

hyundai_i20_11

Moją uwagę przyciągnęła także tapicerka, która w testowanej wersji auta posiadała ciekawie wyglądającą paskową strukturę. Innym zwracającym uwagę zabiegiem są półokrągłe kształty tylnego siedziska. Ten profil zwiększa strefę popierającą nogi, a jednocześnie ma wpływ na przestrzeń przy tunelu środkowym. Oparcie tylnej kanapy jest dzielone począwszy od podstawowej wersji auta.

hyundai_i20_17

Bagażnik nowego Hyundaia i20 ma bardzo regularne kształty, a dostęp do niego uzyskujemy przez szerokie tylne drzwi. Mamy tu także wieszaki na siatki z zakupami. Szerokość luku oscyluje na całej wysokości od 90-109 cm. Sam bagażnik w najwęższym punkcie ma 104 cm, a w najszerszym 126, co w klasie B jest sporym wynikiem. Jedynie przy ustalaniu wysokości progu załadunku designerzy wygrali z pragmatykami – ustalono go na wysokości 76 cm nad ziemią.

hyundai_i20_8

Skórzaną kierownicę otrzymamy dopiero w wersji Comfort. W Classic Plus jest to nadal kierownica z tworzywa. Jednak jest dosyć gruba i posiada przetłoczenia pomagające w komfortowym chwycie. Na jej ramieniu mamy dwa spore przyciski do sterowania komputerem pokładowym.

hyundai_i20_14

Jeśli już jesteśmy na miejscu kierowcy, to wystartujmy. Rozrusznik w ekspresowym tempie uruchamia 85-konny silnik 1.2 cm3. Sprzed przedniej szyby wydobywa się jedynie lekki szmer. Wyciszenie samochodu w mieście jest zaskakująco dobre. Większość odgłosów, które docierają do kabiny pochodzi z podwozia podczas pokonywania nierówności. Do prędkości około 100 km/h Hyundaiem i20 jeździ się bardzo przyjemnie. Uzyskując autostradowe prędkości będziemy musieli liczyć się już ze wzmożonym hałasem, przy czym do około 120 km/h jest jeszcze akceptowalny.

hyundai_i20_9

Ogólnie rzecz ujmując Hyundai i20 jest przyjemnym do jazdy samochodem. Zarówno praca zawieszenia, układu kierowniczego i pięciobiegowej skrzyni biegów pozostawia miłe wspomnienia. Zawieszenie tłumi sprawnie większość nierówności na przyzwoitym poziomie miejskiego samochodu. Lewarek skrzyni biegów ma „miękkie” wejścia, jednak działają precyzyjnie i zawsze trafiałem w odpowiednie przełożenie.

Silnik 1.2 85 KM wydaje się zupełnym minimum dla ważącego 1040 kg samochodu. Będzie wystarczający do normalnej jazdy, ale raczej należy zapomnieć o dreszczyku emocji. Z danych technicznych wynika, że setkę osiągniemy po 13,1 s. Do wyprzedzania na trasie będziemy musieli podchodzić raczej rozsądnie. Spalanie w mojej mieszanej jeździe – miasto, drogi pozamiejskie i autostrady – wyniosło dokładnie 6,0 l z tendencją zbliżania się do 7 l w mieście i trzymania się w okolicy 4-5-5 l przy pozamiejskich prędkościach.

hyundai_i20_7

Hyundai kieruje swoją stylistykę w stronę prostoty i wykorzystuje subtelnie ostre rysy dla zwiększenia wyrazistości linii samochodu. Rezygnuje z obłości dominujących w poprzedniej generacji modeli. Przy okazji producent jest na etapie zwiększania rozmiarów osłony chłodnicy w zderzaku. Mieliśmy już erę wielkiej paszczy w Peugeocie, Mitsubishi, a teraz coś podobnego wielkością, ale odwróconego będzie towarzyszyło nam w samochodach z Korei. Sam Hyundai i20 będzie zapewne modelem, który z przyjazną oku stylistyką, starannie zaprojektowanym wnętrzem i 326-litrowym bagażnikiem spełni oczekiwania osób poszukujących samochodu do miasta i na mniejsze pozamiejskie wypady. Trzeba przyznać, że Hyundai ustawił dosyć wysoką poprzeczkę cenową oferując podstawowy model za 45300 zł (bez uwzględnienia ewentualnych promocji). Testowany Hyundai i20 1.2 85KM Classic Plus oferowany jest od 51300 zł. Wydaje się, że zarówno stylistyka jak i cena sugerują jasno, której marce koreański producent chce podebrać klientów…

Jazda testowa odbyła się dzięki uprzejmości Autoryzowanego Dealera Hyundai – Witpol z Tychów.

A oto kilka zdjęć Hyundaia i20 po liftingu w 2018 roku. Wersja, którą miałem okazję sfotografować przy okazji jazdy testowej Suzuki Swift.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.