Jazda testowa: Suzuki Swift – kontynuacja do kwadratu

Jazda testowa Suzuki Swift 1.2 90KM DualJet Premium Plus

Zdarza się w świecie motoryzacyjnym tak, że producent zachwycony swoim modelem, kolejną generację upodabnia do bestsellera, wysmuklając, zaostrzając, podkreślając szczegóły i dostosowując do aktualnych trendów. Nie mówię tu o liftingu, tylko zmianie modelu, o czym pisałem w artykule o nawiązaniach.

Suzuki postanowiło przeciągnąć tę zasadę na trzecią generację jednego modelu (czyli Suzuki Swift VI). Najnowszy Swift wygląda na najbardziej napompowanego, ale to przez zmianę proporcji i mocno kwadratową stylistykę słupka C oraz tylnych świateł. Fakt jest co prawda sporo, bo o 4 cm szerszy od poprzednika, ale za to 0.5 cm niższy i centymetr krótszy.

Tylne błotniki i światła są teraz w Swifcie kwadratowe

Kontrowersyjny okazuje się być przód,  ale dopełnia całość tej koncepcji. W sportowej odmianie wręcz zdaje się pożerać asfalt. Natomiast w testowanym Suzuki Swift 1.2 Dualjet Premium Plus, wlot jest otulony dodatkowym pasem, który niejako oddziela główną osłonę od jezdni.

Wewnątrz Swift jest nieco ascetyczny (tak chyba powinienem to określić?). Przypomina bardziej styl stosowany w segmencie A, aniżeli B, w którym wiele modeli na już mocno rozbudowane konsole centralne (włączając w to stojącego obok Hyundaia i20).

Suzuki Swift i Hyundai i20

Ten drugi model wchodzi właśnie na rynek w poliftingowej wersji, nawiązujące do nowej i30. Ja miałem okazję odbyć jazdę testową i20, z wycofanym ze sprzedaży, brązowym wykończeniem wnętrza. Jeśli pragniecie zobaczyć jak Suzuki wypada w porównaniu z najnowszym Hyundaiem, zapraszam do oglądnięcia poniższego filmu z youtubowego kanału Wyższy Bieg.

Przejdźmy teraz przez wnętrze. Szczupła deska rozdzielcza ma bowiem parę ciekawostek.

 

Jedną z nich są wystające kratki nadmuchowe na samym środku. Poniżej duże schowki, a w tablicy rozdzielczej, coś co dostrzeżemy tylko pod odpowiednim kątem.

Aparatem naprawdę trzeba było się nagimnastykować, by kręgi pokazały w pełni swoje oblicze.

Licznik z srebrnymi kręgami w Suzuki Swift VI

Przechodząc od razu niżej, uwagę przykuje podzielony na cztery części równie ascetyczny wyświetlacz multimedialny. Dopiero klikanie jego poszczególnych funkcji ukazuje nam zaskakujące przejścia i animacje prostokątów.

Tunel środkowy i ascetyczny wyświetlacz

Jednak tu muszę zatrzymać się nad czymś, powiedziałbym, genialnym. Często zwracam uwagę na brak fizycznego pokrętła przy radiu. Tak wiem, mam przyciski na kierownicy. Ale one (prawie) nigdy nie dają takiej szybkości, jak szybkie przekręcenie palcami, stąd automatycznie mój mózg sięga do radia. Otóż Suzuki w Swifcie zrobiło coś następującego:

Dotykowy suwak. No, ale ktoś powie, przecież to jest nadal dotykowe – trzeba szukać patrząc się na ekran. Otóż nie, genialność polega na ułożeniu – tuż przy ramce. Dotykasz ramki, przesuwasz tuż przy niej do góry lub w dół i już masz mocną zmianę głośności. Świetne, tylko tak myślę… czy Suzuki przewidziało takie zachowanie niektórych użytkowników? Jak ta ramka będzie wyglądać po kilku latach dotykania?

Boczki foteli mocno wyprofilowane

To czego nie widzimy siedząc, to mocno wyprofilowane boczki przednich foteli. Jeśli ktoś utożsamia Suzuki ze sportem, mogą prowokować go do dynamiczniejszej zmiany kierunków i co ciekawe Suzuki ma ku temu zadatki. Każe jednak uważać przy nawierzchni gorszej jakości. Jest nieco twardawe i potrafi zaskoczyć dobiciami przy przejeżdżaniu przez poprzeczne nierówności.

Kierownica Swifta z manipulatorem i zaślepką

Miłym akcentem w Suzuki jest kierownica. Z małym kołem środkowym, świetnie leżąca w dłoniach. Przyciski sterowania Bluetooth przeniesiono pod ramię kierownicy, robiąc miejsce dla opcjonalnego tempomatu. Trochę szkoda, że pozostawiono przy tym nieco odstraszającą zaślepkę. Za to po lewej stronie, do sterowania radiem mamy wygodny manipulator.

Ciekawostką jest również sposób zagospodarowania tylnych drzwi. Jest tam tylko miejsce na małą butelkę oraz niewielki luk w „podłokietniku”.  Innym miejscem kryjącym niespodziankę (a właściwie mogącym kryć) jest wnęka przy nadkolu w bagażniku. Mamy tam bowiem symbol podnośnika. W testowanej wersji był jednak zestaw naprawczy, co wyklucza podnośnik. Co ciekawe dopłata do koła dojazdowego to koszt 900 zł. Jak już jestem przy bagażniku, to od razu wspomnijmy, że ma pojemność 250l, a wysokość załadunku na 73 cm.

Miejsce na podnośnik w Suzuki Swift

Jeszcze może inna ciekawostka. Kluczyk, który nie jest składany, ale gdy go obrócimy…

…mamy dwa przyciski do sterowania centralnym zamkiem.

Na koniec popatrzmy raz jeszcze na ten tył, który w nowym Suzuki Swift nabrał najwięcej pompy, czy raczej kwadratowego wyrazu – sprawiającego,  że ten najmniejszy w klasie samochód, czy wręcz traktowany jako auto A+ sprawia wrażenie mocarza obdarzonego przy tym designerskim i technicznym pazurem. I dlatego pewnie znów będziemy oglądać sporo tych samochodów na naszych drogach.

Jazdę testową wykonano dzięki uprzejmości Autoryzowanego Salonu Suzuki MM Cars z Zabrza.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.