Jazda testowa: Lexus GS250 – podwójna moc leksusu

Reklama hybrydowej wersji GS-a chodzi za mną już od kilku tygodni i świdruje moją głowę tak mocno, aż musiałem skusić się na przejażdżkę nowym Lexusem. Dobrze, że nie mam przygotowanej odpowiedniej gotówki (i pewnie długo jeszcze nie będę miał), bo reklama w mojej opinii jest tak mocno zachęcająca, że byłbym skłonny wykonać odpowiedniej wysokości przelew, by posiadać eko-limuzynę rozpędzającą się w 5,9 sek. Jednak ostudźmy się nieco. Tytuł mówi o podwójnej mocy leksusu (wiem, powinno być luksusu) w Lexusie GS250 i słusznie, bo na początek, aby nie umrzeć z nadmiaru wrażeń, przetestowałem wersję z jednym sercem – benzynowym 2.5 V6, 209KM.

Mogłem się dzięki temu skupić na innych cechach GS-a, które także mają w sobie sporo mocy. Na początek sprawdźmy, co oferuje nam producent w GS250. Najważniejsze opcje, które otrzymujemy w standardzie za 199 tys zł, to m.in. wszystkie podstawowe systemy bezpieczeństwa, 10 poduszek powietrznych, a także fotele ustawiane elektrycznie w 10-ciu kierunkach, kamerę wyświetlającą obraz na 8-calowym wyświetlaczu oraz zestaw audio z 10-cioma głośnikami. Kupując najtańszą wersję otrzymamy także system bezkluczykowy, reflektory biksenonowe, tempomat i otwór na na narty w tylnej kanapie (co jak się okazuje, nie jest takie oczywiste w innych samochodach tej klasy). Zaawansowane układy bezpieczeństwa takie jak system ochrony przedzderzeniowej oraz powiązany z nim aktywny tempomat, system informacy o pojeździe w martwym polu, czy asystent utrzymania pasa ruchu, możemy wybrać w jednym z dostępnych opcjonalnych pakietów.

Jeśli już wspomniałem o schowku na narty, to przejdźmy jeszcze bardziej do tyłu. Bagażnik oferuje 552 l (z kołem zapasowym dojazdowym), co jest bardzo dobrym wynikiem w klasie. Wersje Fsport i Prestige posiadają dodatkowo pokrywę przestrzeni bagażowej domykaną elektrycznie. Jednak i bez niej poradzimy sobie z zamknięciem bagażnika bez nadwyrężania nadgarstków.

We wnętrzu nie powinniśmy mieć problemu z obsługą większości opcji. Konsola centralna jest wyposażona jedynie w najpotrzebniejsze funkcje, zestaw głośnomówiący oraz audio obsługujemy z kierownicy. Szkoda, że nie znalazły się na niej także przyciski do obsługi tempomatu. Te zostały umieszczone w dźwigience po prawej stronie kolumny kierownicy – będziemy musieli poświęcić chwilę przed podróżą, aby zaznajomić się bezpiecznie z włączeniem poszczególnych funkcji.

Obok dźwigni automatycznej skrzyni biegów znalazł się manipulator Remote Touch. Przesuwając go w jeden z czterech kierunków całkiem wygodnie przechodzimy pomiędzy kolejnymi podmenu wyświetlanymi na 12,3 calowym ekranie. Wyświetlacz robi piorunujące wrażenie. Jest to opcja, którą kupujemy wraz z zestawem multimedialnym Mark Levinson za 5700 zł.

Deska rozdzielcza sprawia wrażenie stylizowanej specjalnie tak, aby duży wyświetlacz był centrum skupiającym oczy wszystkich pasażerów. Być może stylistyka deski rozdzielczej będzie pewnym nostalgicznym detalem dla osób, które w latach dziewięćdziesiątych jeździły samochodami klasy A, B lub C, a o pierwszym Lexusie dostępnym w polskiej dystrybucji mogły tylko pomarzyć. Lexus – być może nieświadomie – poprzez dużą pustą przestrzeń w górnej części deski, zaoferował nam coś na kształt tak popularnego niegdyś odsłoniętego schowka. Oczywiście na tym podobieństwa się kończą. Bogaci już obecnie nabywcy Lexusa docenią GS-a za materiały użyte do wykończenia elementów wnętrza.

Testowana wersja Comfort (dostępna wg cennika od 253 600 zł) posiada wykonane z naturalnej skóry fotele, które są podgrzewane i wentylowane. Skórzane wykończenia otrzymał także tunel środkowy.

Zajęcie miejsca za kierownicą ułatwia nam automatycznie odchylana kierownica i przesuwający się ku tyłowi fotel. Regulacje są w pełni elektryczne i pozwalają na zapamiętanie ustawień dla trzech kierowców.

A jak jest z tyłu? Również komfortowo. Do dyspozycji mamy sporą ilość miejsca na nogi oraz głowę. Pasażerowie mają do dyspozycji regulowane nawiewy powietrza. W najbogatszej wersji Prestige mają także możliwość ustawienia osobnej temperatury dla tylnego rzędu siedzeń (klimatyzacja trzystrefowa). Oświetlenie wnętrza Lexusa GS jest realizowane za pomocą diod LED. Rozwiązanie jest efektowne, jednak zastosowane diody emitują światło o zimnej barwie, którą trzeba lubić.

Wróćmy z powrotem za kierownicę. Silnik uruchamiamy przyciskiem START i wsłuchujemy się w dźwięk V6-ki. Na tym etapie zbyt wiele nie usłyszymy. Wygłuszenie auta skutecznie niweluje dźwięki dochodzące z komory silnikowej. Za to nieco częściej 209-konny silnik będzie przypominał o sobie podczas jazdy. Sześciostopniowa skrzynia posiada trzy tryby jazdy Eco, Normal i Sport. W ostatnim z trybów Lexus swoim zwyczajem serwuje nam dodatkową atrakcję w postaci czerwonego podświetlenia tablicy rozdzielczej. Efektem ubocznym jest hardo wdzierający się do wnętrza dźwięk silnika. Naciśnięcie pedału przyśpieszenia powoduje redukcję o kilka biegów i momentalne przesunięcie wskazówki obrotomierza w okolice 4800 obr/min, by silnik uzyskał 253 Nm maksymalnego momentu obrotowego. Jeżeli warunki drogowe nam na to pozwalają, możemy ciągnąć wskazówkę aż do 6400 obr/min, przy których silnik osiąga moc 209 KM. Zgodnie z danymi technicznymi powinien pozwolić nam na rozwinięcie maksymalnej prędkości rzędu 230 km/h.

W trybie Normal i Eco zachowanie jest zgoła odmienne. Lexus chce nas niejako spytać, czy na pewno chcemy mocniej przyśpieszyć, redukując bieg i wkręcając silnik na ok 3500 obr/min, a jeśli my odpowiemy „tak” mocniejszym wciśnięciem gazu, zareaguje kolejnym skokiem w okolice 4500 obr/min.

Zawieszenie GS250 jest przeznaczone dla osób, które bardziej od sztywności w resorowaniu, cenią sobie komfort. W zasadzie Lexusowi udało się zachować pewien kompromis między miękką charakterystyką, a ograniczeniem wychyłów. Te pojawiają się jedynie rzadko na poprzecznych nierównościach. Nie ma jednak mowy o pływaniu. Lexusem GS250 jeździ się po prostu dobrze. Również układ kierowniczy nie popsuje nam humoru. Samochód reaguje stanowczo na zadane przez nas ruchy kierownicą.

Na koniec jeszcze dwa słowa o stylistyce. Lexus GS kontynuuje stylistykę zapoczątkowaną mniejszym modelem CT200h, jednak wprowadza także nowy element do gamy – atrapę chłodnicy w kształcie wrzeciona, która dynamizuje jego linię. Powierzchnie boczne są bardziej stonowane. Lexus nie podążył tutaj trendem „usportowienia” samochodu poprzez obniżenie i wydłużenie linii dachu i tylnych słupków. Jest klasycznie i z gustem. Samochód nie wzbudza kontrowersji, a przy tym pozwala nam cieszyć ciekawymi, niespotykanymi w innych markach detalami.

3 thoughts on “Jazda testowa: Lexus GS250 – podwójna moc leksusu

  1. Podczas tej krótkiej jazdy niestety nie była możliwa obiektywna ocena spalania w różnych warunkach drogowych.

  2. Witam !!!
    Miałem przyjemność przejechać się tym egzemplarzem. Nie wiem ile „spalił” w czsie mojej jazdy, ale na komputerze pokładowym były zanotowane, wskazania minimalnego i maksymalnego spalania. Spalanie minimalne 6,8 litra, a spalanie maksymalne 15,9l, co daje średnią nieco ponad 11 litrów, ale jak zapewnił mnie przedstawiciel salonu, przy zwykłej eksploatacji silnik ten spala 9-10 litrów na „setkę”. Ja osobiście, taki wynik uznałbym za realny i do przyjęcia. Pozdrawiam !!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.