Jazda testowa: Powrót do kosmosu z Citroenem DS5

Kosmiczne motywy przewijają się w ostatnich naszych testach – ale to nic złego. Ludzkość eksploruje Marsa w poszukiwaniu bakterii, a my tylko po cichu przypominamy, że przecież mamy niezły kosmos w naszej naziemnej motoryzacji. Tak przynajmniej jest w dziedzinie stosowanych technologii. Gorzej ze stylistyką, która niby jest coraz bardziej nowoczesna, ale zarazem ze względu na mnogość prezentowanych modeli, zdaje się być podobna u wielu producentów. Musieliśmy więc sprawdzić coś, co być może ma szansę na powodowanie nieco dłuższych westchnień miłośników motoryzacji w przyszłości.

Test Citroena DS5 musi zacząć się od omówienia stylistyki. Reszta „akcesoriów” jest raczej tylko dodatkiem do tego, by ta designerska forma mogła jeździć.

Czy przesadzam? Myślę, że nie. Jeżeli minie cię kiedyś na drodze Citroen DS5, to z pewnością będziesz wiedział, że był to DS5. Albo inaczej – jeśli nie znałeś wcześniej tego modelu, po prostu zaczniesz się pytać, co to jest. Twój mózg podświadomie podpowie, że nie widziałeś dotąd nic podobnego.

Jeśli na zdjęciach jego sylwetka nie wygląda wystarczająco groźnie, to polecam zobaczyć go na żywo. Co przykuwa uwagę w DS-piątce? Z pewnością mocno tłoczona maska i duże reflektory z ogromną atrapą chłodnicy w zderzaku. Równie mocnym elementem są boczne wloty powietrza, dalej nasze oko przyciągnie tzw. szabla, która ciągnie się począwszy od reflektora, aż po słupek A. Mocno przetłaczana karoseria drzwi również może nas zająć przez chwilę, ale radziłbym trzymać spojrzenie na linii okien.

Designerzy Citroena stosują tu szereg optycznych sztuczek. Słupek A jest bardzo cienki i częściowo zabudowany małą szybą, która prowadzi nas do ramki drzwi. Ta jest optycznie ucięta dzięki chromowanej szabli. Słupek B być może trochę przespano i przykryto go jedynie czarnym lakierem, natomiast z tyłu znowu sporo się dzieje. Tylne drzwi mają cieniutką czarną ramkę, natomiast słupek karoserii jest zakryty giętą szybą zachodzącą aż do szyby drzwi bagażnika.

Na tym nie koniec tej historii. Tylna szyba również jest gięta oraz przedzielona w połowie spojlerem ze światłem stop. Uff, czy to już wszystko? No właśnie nie. Jeśli spojrzymy niżej, czeka nas kolejna perełka – wklęsłe światła, tworzące wspólną powierzchnię z wklęsłymi przetłoczeniami wielkiego zderzaka, a na koniec stylizowane, podłużne obudowy układu wydechowego.

Wnętrze Citroena DS5 – zapraszamy do lotu

To jest nowy (niemniej emocjonujący) etap tej wycieczki. Wersja Sport Chic posiadająca system kluczyka zbliżeniowego otwierająca samochód już w momencie, gdy wsadzimy naszą dłoń pomiędzy klamkę, a karoserię. Możemy wsiąść…

Z tej perspektywy może jeszcze niewiele widać. Zanim zajmiemy miejsce w fotelu, jeszcze „rzucimy okiem” po trapezowych przeszyciach siedziska i oparcia, a zaraz potem zwrócimy uwagę na ogromny tunel środkowy. Przyjrzyjmy mu się bliżej, bo oprócz kolejnych zachwytów nad zaskakującym designem przełączników, będziemy musieli poświęcić chwilę na naukę ich zastosowania.

Pierwszoplanowy podłokietnik kryje oprócz schowka, także ukryty bezpośrednio pod unoszoną pokrywą pojemnik na drobne przedmioty – tu trzeba uważać, bo jeden z przycisków otwiera sam pojemnik, a drugi cały podłokietnik.

Gdy przesuniemy się bardziej do przodu, będziemy musieli zmierzyć się z kolejnym zestawem funkcji (system My Way), a jednocześnie nie przejdziemy obojętnie obok sześciu „cyngli” ułożonych wokół niego. Są one z pewnością designerskim majstersztykiem, wykonanym z oplatającego się wzajemnie aluminium oraz tworzywa sztucznego. Jeszcze większe zdziwienie ogarnie nas, gdy przypatrzymy się im bliżej. Okazuje się, że służą one do sterowania szybami. Zanim obrócimy się w stronę kierownicy, zaglądnijmy jeszcze do pasażerów z tyłu…

…którzy również regulację szyb mają na tunelu środkowym. Jeśli to będą dzieci, z pewnością nie obejdzie się bez kłótni, kto może to zrobić. Dobrze, ale wracamy do przodu, gdzie tata rozgląda się po swoim kokpicie sterowniczym. Tak, z pewnością można użyć tego słowa wobec przestrzeni otaczającej kierowcę DS5. Ponad głową czeka nas kolejna atrakcja. Zestaw następnych przełączników zlokalizowanych na zakończonej ostrymi kształtami listwie, która dodatkowo skrywa w sobie dwa schowki na okulary. Możemy nimi regulować trzy niezależnie rozsuwane rolety okna dachowego, albo skorzystać z czerwonego aktywatora katapulty…

…a właściwie przycisku, który ma sprowadzić do nas pomoc w razie kolizji. Drugi z nich, z logiem Citroena, nie będzie nas uczył poprawnej wymowy tej marki, ale za to może pomóc w rezerwacji hotelu na księżycu (dzięki usłudze Citroen Assistance). Oczywiście te funkcje są już dostępne także w mniejszych modelach Citroena, ale przyznajmy, że w DS5 nabierają one szczególnego znaczenia. Użyjmy jednak samochodu do tego, do czego został skonstruowany – do jazdy.

3, 2, 1, 0 – START

Chwyćmy więc wypłaszczoną od dołu kierownicę, przeciągnijmy dłonią przez prostokątny zegar, by umieścić ją na olbrzymim przycisku START. Spojrzyjmy jeszcze na wyszukane kształty prędkościomierza i zwróćmy uwagę na szybkę, która wysuwa się kilkadziesiąt centymetrów przed naszym wzrokiem, na której już po chwili pojawia się świecące „0 km/h”. Czas zmienić ten stan.

Citroen DS5 wespół z 163-konnym HDi i sześciobiegową automatyczną skrzynią biegów nie będzie nam stawiał w tym oporów, ale jednocześnie nie będzie też walczył o tytuł mistrza startów spod skrzyżowań. Head-up display (a wraz z nim pozostałe dwa prędkościomierze – analogowy i cyfrowy) pokażą setkę po 10,1 s. Jeśli nasza duma została urażona przez to, że nie potrafi rozpędzić się szybciej, to może warto zastanowić się nad wersją z manualną skrzynią biegów, która tę barierę bije o ponad sekundę. Diesla docenimy z pewnością w trasie, gdzie DS5 dzięki całkiem wysokiemu momentowi obrotowemu (340 Nm przy 2000 obr/min) nie każe zbyt długo czekać na zwiększenie prędkości podczas wyprzedzania.

Także w zakrętach to auto zyska swych zwolenników, szczególnie pośród tych osób, które lubią szybkie prowadzenie bez niepotrzebnych wychyleń. DS5 zrobi to dla nich całkiem płynnie. Jednocześnie jest to model, którym Citroen chce już chyba ostatecznie zerwać z mitem „miękkich Francuzów”. Ten Francuz jest tak twardy, że po pewnym czasie przyjedziemy do salonu po uzupełnienie kolekcji w postaci mniejszego DS3, który na dziurawych, miejskich drogach jest znacznie łagodniejszy dla naszego kręgosłupa.

Jednak producent pomyślał o Polakach i wyposażył swój statek powietrzny w fotele z masażem. Funkcja, która od zawsze powodowała na ludzkich twarzach dziwny uśmieszek, tutaj z racji charakterystyki zawieszenia może się przydać. Jeśli jesteśmy już przy masażach oferowanych w DS-piątce, to wspomnijmy jeszcze o masażu pośladków… Ludzie z Citroena uznali, że jest to miejsce, poprzez które najłatwiej wybudzą nas ze snu – jest to bowiem składowa systemu AFIL (asystent zapobiegający niezamierzonej zmianie pasa ruchu). Kiedy najedziemy na lewą linię, nie włączając przy tym kierunkowskazu, siedzisko zacznie wibrować pod lewym pośladkiem. Jeśli wjedziemy na prawą linię, wibracja przeniesie się pod prawy pośladek. Być może ta funkcja uzasadnia wysoką czwartą pozycję tego modelu w rankingu „Gay Car of the Year 2012” (pierwszy był Citroen DS4). Z drugiej strony twarda DS-piątka z wnętrzem jak z odrzutowca, jest pewnie zbyt ostra w swej formie, w przeciwieństwie do bardziej ugłaskanego DS4, który również posiada AFIL w swoim wyposażeniu. System można podczas codziennej jazdy wyłączyć. Może się przydać ewentualnie, kiedy czeka nas całonocna podróż znad morza.

A jak tam czują się nasi pasażerowie, którzy być może nadal są lekko zdziwieni umiejscowieniem włącznika elektrycznie uchylanych szyb? Mają się całkiem wygodnie. Zarówno nad głową jak i na kolana większość dorosłych będzie miało wystarczającą ilość miejsca. Dziwi może jednak nieco wąski otwór na stopy pod siedziskiem przedniego fotela. Możemy je tam włożyć, ale nie będziemy mieć swobody, do której przyzwyczaiły nas inne samochody. Za to nie będzie problemu z podziałem ogromnego podłokietnika, w którym również znalazły się otwory na kubki lub małe butelki wody.

To mierzące 4,53 m auto zapewnia nam pojemność bagażnika 458 l. Oczywiście nie jest to tak dużo jak w sedanach klasy średniej, ale ostatecznie regularna przestrzeń w DS5 pozwoli na przewiezienie bagaży rodziny w czterech podróżnych torbach, bądź dwóch sporych walizkach lotniczych. Rozłożenie siedzeń pozwoli na niespełna potrojenie tej wartości. Co ważne, dzięki unoszonemu siedzisku otrzymujemy całkowicie płaską podłogę.

Citroen ma ambitne plany dla swojej serii DS i częściowo je spełnia. Cała seria trzech modeli sprzedała się już w ilości ponad 200 tys. sztuk. Jednak łowcy indywidualności biorący pod uwagę zakup DS-piątki nie mają się czego bać. Większość z powyższej liczby to mniejsze DS3. Z pewnością testowany Citroen DS5 będzie, zwłaszcza w Polsce, przykuwał uwagę miłośników ekstrawaganckiego designu przez długie, długie lata.

One thought on “Jazda testowa: Powrót do kosmosu z Citroenem DS5

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.