Jazda testowa: Lexus GS450h F-Sport – petro-moc i eko-moc

Jeśli w dzisiejszych czasach nie dziwi nas już to, że najmocniejsze wersje samochodów o ambicjach sportowych są wyposażane w wielkie silniki diesla, to tym bardziej nie powinien nas dziwić fakt, że Lexus stosuje w topowych wersjach silniki hybrydowe. Lexus GS 450h pozwoli nam pognać 250km/h po niemieckiej autostradzie podczas służbowego wyjazdu, a w miejskich korkach odwdzięczy się ciszą i zerową emisją spalin.

O stylistyce GS-a wypowiedziałem się już przy okazji jazdy testowej Lexusem GS250. Wersja F-sport ma jednak kilka zmian stylistycznych. Najbardziej widocznymi są zderzaki, które z przodu posiadają większą przestrzeń pozwalającą na chłodzenie silnika oraz kół dodając jednocześnie autu bardziej agresywnego wizerunku.

Wersja F-Sport i Prestige posiada także w standardzie reflektory wykonane w technologii LED. Diody realizują zadania zarówno świateł dziennych, mijania jak i długich.

Z tyłu na pokrywie bagażnika pojawił się delikatny spoiler, a w zderzaku żebrowany dyfuzor, który ma lepiej rozłożyć siłę aerodynamiczną wokół samochodu. Ciekawe jest to, że końcówki układu wydechowego pozostają ukryte pod samochodem i niewyeksponowane w żaden sposób.

Wnętrze GS-a F-Sport wyróżnia się dedykowanym kolorem skóry nazwanym czerwienią granatu. Producent najwyraźniej chciał zachować pewne medium pomiędzy krzyczącym kolorem krwi kojarzonej ze sportem, a dostojnością, którą powinna zachować limuzyna tej klasy. Kierowca otrzymuje do dyspozycji fotel sterowany w 16-stu kierunkach. Będą to m.in. regulacja długości siedziska, która nie rozsuwa poduszki na dwie części, ale niejako powoduje odwinięcie do góry jej skrajnej, przedniej części. Wydłużenie siedziska nie powoduje powstania w nim przerwy. Oprócz kilku regulacji oparcia i położenia fotela otrzymujemy także ustawienie szerokości pomiędzy poduszkami podparcia bocznego. Ustawione pozycje można zapamiętać, co sprawia, że tym samym autem z powodzeniem może podróżować drobniutka żona, jak i mąż, który posiadł sporo większe gabaryty np. dzięki częstym podróżom na golonko i piwo do bawarskich uzdrowisk. A propos Bawarii – jak zostanie tam przyjęty Lexus GS 450h?

Sądzę, że powinien ucieszyć właścicieli przydrogowych restauratorów. Hybrydowy Lexus używany spokojnie w mieście stara korzystać się jedynie z silnika elektrycznego. Jeżeli akumulatory są naładowane, nie emituje w tym momencie spalin, ani hałasu. Jedynym znakiem słyszanym na zewnątrz będzie szum toczących się szerokich opon (przód: 230/45 R19, tył 265/35 R19). Każde przyhamowanie i odpuszczenie pedału gazu powoduje zamianę energii kinetycznej w elektryczną, jej odzysk i uzupełnienie akumulatorów. Jeżeli przejedziemy kilka kilometrów i nadal nie będziemy zdecydowani na posiłek w konkretnym miejscu, do akcji włączy się silnik benzynowy, który będzie w tym momencie generatorem doładowującym ogniwa. Jednak samochód przy miejskich prędkościach nadal będzie napędzany z silnika elektrycznego – ten dysponuje momentem obrotowym 275Nm, który uzyskiwany jest od momentu startu.

Jeśli ostatecznie stwierdzimy, że w danej miejscowości nie będziemy jeść w ogóle, po mocniejszym wciśnięciu pedału przyśpieszenia szybko przesuniemy wskazówkę do prędkości pozamiejskich (5,9s 0-100 km/h). Lexus powiadomi nas ostrzejszym pomrukiem, że do akcji mocniej włącza się też 3,5-litrowa V6. Ten silnik uzyskuje 352 Nm przy 4500 obr/min. Jako, że jego zadaniem jest współpraca z silnikiem elektrycznym, został on skonstruowany tak, by pracować w obiegu Atkinsona z krótszym suwem sprężania, co przekłada się również na nieco niższe zużycie paliwa (czy raczej niższej emisji spalin – co jest chyba bardziej stosownym wyrażeniem w tej klasie aut) w stosunku do silników pracujących w standardowym obiegu Otta.

Kiedy w końcu wyjedziemy na niemiecką autostradę by powrócić do Polski, z pewnością docenimy wyświetlacz HUD, który pokazuje nam prędkość bezpośrednio na szybie. Jeśli jednak spojrzymy na tablicę rozdzielczą, przypomnimy sobie, że podróżujemy nadal w trybie eko, o czym świadczy niebieskie podświetlenie i ekonomizer. Choć raczej nie mamy podstaw narzekać na dynamikę samochodu, to jeśli oczekujemy od auta jeszcze ostrzejszej interwencji na nasze rozkazy, możemy przełączyć pokrętło na środkowym tunelu w pozycję Sport lub Sport+.

W zamian otrzymamy zmienione ustawienia skrzyni biegów, układu kierowniczego, a także aktywnego zawieszenia, które w standardowych pozycjach zdaje się nawet nieco za miękkie i ma tendencję do wzdłużnych bujnięć podczas jazdy na nierównych nawierzchniach. Być może jest to ukłon w stronę osób, które lubią możliwie najbardziej komfortowe nastawy, a opony o bardzo niskim profilu powodują u nich nutkę przerażenia i pytanie czy będzie im dostatecznie wygodnie na polskich drogach. Natomiast Ci, którzy oczekują od Lexusa większego zespolenia z drogą, otrzymają je dzięki wspomnianym trybom sportowym. Właściwości jezdne w tych trybach zdają się potwierdzać słowa konstruktorów, którzy zarzekają się, że nad regulacją parametrów samochodu pracowali tak mocno, że przejechali GS-ami 1,6 mln km (!). A było rzeczywiście nad czym pracować, bo oprócz aktywnego zawieszenia i elektroniki, która czuwa nad wszystkim, w wersji F-Sport zastosowano także skrętne tylne koła, które w zależności od aktualnej prędkości są minimalnie skręcane w tym samym kierunku, co koła przednie (podczas wyprzedzania) lub w przeciwnym (podczas zawracania). Dobrze, ale koniec zachwytów nad hybrydą i jej technologiami, przejdźmy do spraw praktycznych. Przyjrzyjmy się bagażnikowi.

To tutaj umieszczono część zespołu napędu hybrydowego. Jego przestrzeń zmniejsza się w stosunku do standardowej wersji o nieco ponad 90 l. W efekcie otrzymujemy 465 l do naszej dyspozycji. Czy jest to mało, czy dużo? Każdy musi ocenić sam swoje potrzeby w tym względzie. Raczej nie powinniśmy narzekać na brak przestrzeni, tym bardziej, że jest ona dosyć ciekawie zorganizowana. Długość luku wynosi 85 cm, natomiast pierwsze kilkadziesiąt centymetrów przy tylnej krawędzi samochodu ma szerokość aż 155 cm. Na wysokość zmieszczą się nam przedmioty o nie przekraczające 49 cm. Nieco zmartwieni mogą być natomiast miłośnicy nart, którzy przywykli do ich wożenia we wnętrzu samochodu. Hybryda ze względów technologicznych przepustu z bagażnika nie może posiadać. Pozostaje bagażnik dachowy.

Czy spalanie na reklamowanym poziomie 5,9 l/100km (a w wersji F Sport 6,2 l/100km) jest do osiągnięcia? Podczas naszej dosyć szybkiej, pozamiejskiej i zarazem dynamicznej jazdy z wieloma raczej agresywnymi przyśpieszeniami komputer pokazał uśredniony wynik 8,1 l/100km, co nie jest złym rezultatem dla samochodu dającego wyjściowo 345 KM. Jednak jeżeli wjedziemy do miasta i spokojnie obsługujemy się samochodem nie starając się pokazać jego mocy, ale za to eko-charakter, wyniki oscylujące wokół sześciu litrów są całkowicie realne. Lexus GS450h będzie w tym momencie przedmiotem, który pokazuje nasz styl życia.

Ile kosztuje posiadanie hybrydowej wersji tego samochodu? Podstawowy GS450h jest wyceniony na 253 200 zł, natomiast bogata, testowana wersja wymaga od nas pozostawienia w salonie minimum 352 tys. zł., ale za to daje cichą satysfakcję z posiadania samochodu, który jednocześnie zwraca uwagę wykluczającymi się na pozór znakami – Hybrid i F-Sport.

One thought on “Jazda testowa: Lexus GS450h F-Sport – petro-moc i eko-moc

  1. Od ponad roku posiadam, ale gs250. Nie zamieniłbym tego auta na żadne inne! Chyba, żę z silnikiem 350:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.